20 min zostało
Wróć do opracowania
  • Jan Kochanowski
  • ~20 min czytania
  • 192 akapitów

Księgi wtóre

Pieśń I (Przeciwne chmury słońce nam zakryły...)

Przeciwne chmury słońce nam zakryły I niepogodne deszcze pobudziły, Wody z gór szumią, a pienista Wilna Już brzegom silna.

Strach patrzać na to częste połyskanie; A prze to srogie obłoków trzaskanie, Kładą sie lasy, a piorun, gdzie zmierzy, Źle nie uderzy.

Zakładaj korab’, cieśla nauczony, A kto wie, jesli nie wrócą sie ony Nieszczęsne czasy, kiedy powódź była Świat zatopiła.

Sześć niedziel w ten czas lał deszcz nie przestając, A ziemia, nowe źrzódła pobudzając, Rzek przymnażała, tak iż morskie wały Wylać musiały.

Z ludźmi pospołu i miasta, i grody Nieuśmierzone zatopiły wody; Nie wysiedział sie pasterz z bydłem w cale Na żadnej skale.

Ryby po górach wysokich pływały, Gdzie ledwe przedtym pióra donaszały Mężnej orlice, gdy do miłych dzieci Z obłowem leci.

Ale na ten czas i matkę, i syny Pożarła woda, i wszystek źwierz iny; Sam Noe został, przy nim żona tylko A dziatek kilko.

Nieżyzne w cnotę to tam były lata, Gdzie ledwe jeden ze wszytkiego świata Nalezion, co go Bóg w cale zachował, Gdy nierząd psował.

Ten, będąc z łaski Pańskiej ostrzeżony, Zbudował sobie korab’ niezmierzony, Na którym pływał czasu złej przygody Po wierzchu wody.

A wszyscy inszy nagle zagarnieni I w głębokościach morskich zatopieni; Niebo a morze, te dwie rzeczy były Świat zastąpiły.

A kiedy sie już prawie dosyć zstało Pańskiemu gniewu, po trosze spadało Wielkiego morza, aż za czasem skały Z wody wyźrzały.

Potym i zbytnie zawarły sie zdroje, A bystre rzeki wpadły w brzegi swoje; Ziemia ku słońcu pełne ciężkiej rosy Rozwiła włosy.

A trupy wkoło straszliwe leżały, Ludzie i bydło, wielki źwierz i mały; Pełne ich morza, pełne brzegi były, Boga ruszyły.

I rzekł Noemu: «Już teraz na ziemię Występuj śmiele i z tobą twe plemię; Oto ja znowu przyodzieję lasy Na wieczne czasy.

I będzie, jako po te lata wszytki, Ziemia dawała wszelakie użytki; Mnóżcie sie, niech świat spustoszały wszędzie Znowu osiędzie.

A w tym upewniam każdą żywą duszę, Że nigdy potym takich wód nie wzruszę, Które by miały ziemię opanować I świat zepsować.

Włożę na niebo znakomitą pręgę, Którą gdy ujźrzę, wspomnię na przysięgę, Że mam hamować niezwyczajną wodę I nie zawiodę».

Pomni sie, lutni! Nie twojej to głowy Wspominać Boga żywego rozmowy; Każ ty nam zasieść przy ciepłym kominie, Aż zły czas minie.

Pieśń II (Nie dbam, aby zimne skały...)

Nie dbam, aby zimne skały Po mym graniu tańcowały; Niech mię wilcy nie słuchają, Lasy za mną nie biegają.

Hanno, tobie k woli spiewam, Skąd jesli twą łaskę miewam, Przeszedłem już Amfijona I lutnistę Aryjona.

Mnie sama twarz nie uwiedzie; I choć druga na plac jedzie Z herby domów starożytnych, Zacne plemię dziadów bitnych,

Ja chcę podobać sie w mowie Nauczonej białejgłowie; Ty mię pochwal, moja pani, Nie dbam, choć kto inszy gani.

Cnocie zajźrzą jako żywo, Bujne drzewo wiatrom krzywo; Ale ty chciej pómóc sama, Nie ugrozi zazdrość nama.

A jesli me niskie progi Będą godne twojej nogi, Nogi pięknej — nie potrzeba, Dosięgę już głową nieba.

Samy cię ściany wołają I z dobrą myślą czekają; Lipa stojąc wpośrzód dworu, Wygląda cię co raz z boru.

Każ bystre konie zakładać, A sama sie gotuj wsiadać; Teraz naweselsze czasy, Zielenią sie pięknie lasy.

Łąki kwitną rozmaicie, Zająca już nie znać w życie, Przy nadziei oracz ścisły, Że będzie miał z czym do Wisły.

Stada igrają przy wodzie, A sam pasterz, siedząc w chłodzie, Gra w piszczałkę proste pieśni, A faunowie skaczą leśni.

Kwap sie, póki jasne zorze Nie zapadną w bystre morze; Po chwili ćmy czarne wstaną, Co noc noszą nienaspaną.

Pieśń III (Nie wierz Fortunie, co siedzisz wysoko...)

Nie wierz Fortunie, co siedzisz wysoko; Miej na poślednie koła pilne oko: Bo to niestała pani z przyrodzenia, Często więc rada sprawy swe odmienia.

Nie dufaj w złoto i w żadne pokłady, Każdej godziny obawiaj sie zdrady: Fortuna co da, to zasię wziąć może, A u niej żadna dawność nie pomoże.

A ci, co z tobą teraz przestawają, Twej sie fortunie, nie tobie kłaniają; Skoro ta zniknie, tył każdy podawa, Jako cień, kiedy słońca mu nie zstawa.

Lecz jako sama oczy zasłoniła, Tak swym pochlebstwem ludzi pobłaźniła, Że drugi wysszej nosa gębę nosi, A wszystki insze oczyma przenosi.

Ty pomni, że twój skarb u Szczęścia w mocy, A tak sie staraj o takiej pomocy, Aby wżdy z tobą twego co zostało, Jesli zaś będzie Szczęście swego chciało.

Cnota skarb wieczny, cnota klenot drogi; Tegoć nie wydrze nieprzyjaciel srogi, Nie spali ogień, nie zabierze woda; Nad wszystkim inszym panuje Przygoda.

Pieśń IV (W twardej kamiennej wieży i za troistemi...)

W twardej kamiennej wieży i za troistemi Drzwiami siedząc Danae nieprzełomionemi, Pod strażą nieuspionych spartańskich złajników, Mogła wiecznie nie uznać nocnych wszeteczników,

By była z Akryzego Wenus nie szydziła, Stróża zamknionej panny; bo ta obaczyła, Że Jowisz, w upominku złotym utajony, Miał mieć bezpieczny przystęp i gmach otworzony.

Złoto śrzodkiem janczarów zbrojnych pójdzie snadnie, A przez twardą opokę gwałtowniej przepadnie Niżli raz piorunowy: upadł nieszczęśliwy Dom proroka greckiego, prze zysk niecnotliwy

Z gruntu wykorzeniony; przebił bramy twarde Zacnych miast Macedończyk i podkopał harde Tyranny datkiem; datkom hetmani hołdują, Którzy daleko świetnym nawom rozkazują.

Wielkich pieniędzy wielka troska naszladuje; A im człowiek w pokładzie swoim więcej czuje, Tym jeszcze więcej pragnie; słusznie moje oko I nigdy przedtym, i dziś nie zmierza wysoko.

Im sobie człowiek więcej pomierny ujmuje, Tym mu więcej od Boga z łaski przystępuje; Nic nie mając, z tymi, co nic nie chcą, przestaję, A buntów dobrowolnie bogatych sie kaję.

Pan znaczniejszy, gdy państwem wzgardzę, niżbych wszytki Żóławskie urodzaje i gdańskie pożytki W jednym szpichlerzu zamknął, a sam, siedząc w cieniu, Nie mógł sie chleba najeść, nędznik w dobrym mieniu.

Zdrój przeźroczystej wody, lasu średnia miara I zasiewku mojego niepochybna wiara Rządźcy płodnej Afryki, szerokowładnemu, Nie da sie znać, że w szczęściu przerównana jemu.

Acz mi miodu podolskie pasieki nie dają Ani w mym lochu wina seremskie stawają, Ani bogate stada owiec niezliczonych Strzygą odrosłą trawę po górach zielonych;

Przedsię nazbyt ubóstwa nie znać w domu moim, A by mi więcej trzeba, ufam w Bogu swoim; Ale gdy niepotrzebne chciwości odprawię, Lepiej daleko płatu sobie tym poprawię,

Niżbych bogate pola węgierskie z porządnym Państwem węneckim złączył. Ludziom wielożądnym Wiela i nie dostawa; niech przyjmuje z dzięką, Komu ścisłą, co dosyć, Bóg udzielił ręką.

Pieśń IX (Nie porzucaj nadzieje...)

Nie porzucaj nadzieje, Jakoć sie kolwiek dzieje: Bo nie już słońce ostatnie zachodzi, A po złej chwili piękny dzień przychodzi.

Patrzaj teraz na lasy, Jako prze zimne czasy Wszystkę swą krasę drzewa utraciły, A śniegi pola wysoko przykryły.

Po chwili wiosna przyjdzie, Ten śnieg z nienagła zéjdzie A ziemia, skoro słońce jej zagrzeje, W rozliczne barwy znowu sie odzieje.

Nic wiecznego na świecie: Radość sie z troską plecie, A kiedy jedna weźmie moc nawiętszą, W ten czas masz ujźrzeć odmianę naprędszą.

Ale człowiek zhardzieje, Gdy mu sie dobrze dzieje; Więc też, kiedy go Fortuna omyli, Wnet głowę zwiesi i powagę zmyli.

Lecz na szczęście wszelakie Serce ma być jednakie; Bo z nas Fortuna w żywe oczy szydzi, To da, to weźmie, jako sie jej widzi.

Ty nie miej za stracone, Co może być wrócone: Siła Bóg może wywrócić w godzinie; A kto mu kolwiek ufa, nie zaginie.

Pieśń V (Wieczna sromota i nienagrodzona...)

Wieczna sromota i nienagrodzona Szkoda, Polaku: ziemia spustoszona Podolska leży, a pohaniec sprosny, Nad Niestrem siedząc, dzieli łup żałosny.

Niewierny Turczyn psy zapuścił swoje, Którzy zagnali piękne łanie twoje Z dziećmi pospołu a nie masz nadzieje, By kiedy miały nawiedzić swe knieje.

Jedny za Dunaj Turkom zaprzedano, Drugie do hordy dalekiej zagnano; Córy szlacheckie (żal sie mocny Boże!) Psom bisurmańskim brzydkie ścielą łoże.

Zbójce, niestety, zbójce nas wojują, Którzy ani miast, ani wsi budują; Pod kotarzami tylko w polach siedzą, A nas nierządne, ach, nierządne, jedzą!

Tak odbieżałe stado więc drapają Rozbójce wilcy, gdy po woli mają, Że ani pasterz nad owcami chodzi, Ani ostrożnych psów za sobą wodzi.

Jakiego serca Turkowi dodamy, Jesli tak lekkim ludziom nie zdołamy? Ledwieć nam i tak króla nie podawa; Kto sie przypatrzy, mała nie dostawa.

Zetrzy sen z oczu a czuj w czas o sobie, Cny Lachu! Kto wie, jemu czylitobie Szczęście chce służyć? A dokąd wyroku Mars nie uczyni, nie ustępuj kroku.

A teraz k temu obróć myśli swoje Jakobyć szkody nieprzyjaciel twoje Krwią swą nagrodził i omył tę zmazę, Której dziś niesiesz prze swej ziemie skazę.

Wsiadamy? Czy nas półmiski trzymają? Biedne półmiski, czego te czekają? To pan, i jadać na śrebrze godniejszy, Komu żelazny Mars będzie chętniejszy.

Skujmy talerze na talery, skujmy, A żołnierzowi pieniądze gotujmy. Inszy to darmo po drogach miotali, A my nie damy, bychmy w cale trwali?

Dajmy, a naprzód dajmy! Sami siebie Ku gwałtowniejszej chowajmy potrzebie. Tarczej niż piersi pierwej nastawiają, Pozno puklerza przebici macają.

Cieszy mię ten rym: «Polak mądr po szkodzie»; Lecz jesli prawda i z tego nas zbodzie, Nową przypowieść Polak sobie kupi, Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

Pieśń VI (Królewno lutnie złotej i rymów pociesznych...)

Królewno lutnie złotej i rymów pociesznych, Ochłodo myśli tesznych, Ty sama powiedz a kres naznacz, póki mamy Płakać, gdy przyjaciela miłego stradamy.

Łacno cieszyć chorego, gdysmy zdrowi sami, Lecz kiedy toż nad nami Niefortuna pokaże, tam więc człowiek czuje, Że co drugim chciał radzić, sam sie nie ratuje.

Godno płaczu nieszczęście i twoja przygoda, O zacny wojewoda, Boś pozbył towarzysza i cnotliwej żony, Której dobroć, której wstyd jest niewysłowiony.

Ale byś dobrze, wziąwszy lutnią Orfeowę, Wstąpił w łódź Charonowę I nawiedził podziemne, niewesołe kraje, Gdzie słońce swych promieni nigdy nie podaje,

Nie zyszczesz dusze, która dotkła raz napoju Niepamiętnego zdroju. Przeto cierpliwość sama nalepsza w tej mierze, Gdzie za raz i ratunek upad z sobą bierze.

Pieśń VII (Słońce pali, a ziemia idzie w popiół prawie...)

Słońce pali, a ziemia idzie w popiół prawie, Świata nie znać w kurzawie; Rzeki dnem uciekają, A zagorzałe zioła dżdża z nieba wołają.

Dzieci, z flaszą do studniej; a stół w cień lipowy, Gdzie gospodarskiej głowy Od gorącego lata Broni list, za wsadzenie przyjęmna zapłata.

Lutni moja, ty ze mną; bo twe wdzięczne strony Cieszą umysł trapiony, A troski nieuspione Prędkim wiatrom podają za Morze Czerwone.

Pieśń VIII (Nie frasuj sobie, Mikołaju, głowy...)

Nie frasuj sobie, Mikołaju, głowy, Kto ma być królem: już dekret gotowy Przed Bogiem leży, nie piórem pisany, Lecz w dyjamencie twardym wykowany.

Nie z pół- lub nocy, lub dnia, nie ze wschodu Ani czekajmy pana od zachodu; Ten królem będzie, kogo Bóg mianuje, Łatwie On ludzkie serca spraktykuje.

Tenże nam mimo znajomsze sąsiady, W śmiech obrociwszy nasze płone rady, Przywiódł był króla z dalekiej krainy, Po którym wrychle miał usieść kto iny.

Gdzie ony złote góry nieprzebrane? Gdzie Gaszkonowie i wojska ubrane? W co poszły działa i nasze turnieje? Wiatrem nadziane puknęły nadzieje.

Fortuna nawy na morzu sprawuje, Fortuna w bitwach zwycięstwem szafuje; Onej rakosze i sejmy słuchają; A ludzkie rady wspak sie obracają.

Precz krasomowce! Wywody na stronę! A my gdzie w polu na słupie koronę Zawieśmy złotą; jesli nie mędrszemu, Niech ją da Szczęście przynamniej rętszemu.

Pieśń X (Może kto ręką sławy dostać w boju...)

Może kto ręką sławy dostać w boju, Może wymową i rządem w pokoju; Lecz jesli żona męża nie ozdobi, Mąż prózno robi.

Kto z gospodarstwa, a kto zaś z wysługi Zbierze pieniądze i z kupiectwa drugi, Jesli sie żona nie przyłoży k temu, Zginąć wszytkiemu.

Żona uczciwa ozdoba mężowi I napewniejsza podpora domowi: Na niej rząd wszystek; swego męża ona Głowy korona.

Ona mężowym kłopotom zabiega I jego wczasu na wszystkim przestrzega; Ona wywabić troskę umie z głowy Słodkiemi słowy.

Ona dziateczki ojcowi podobne Rodzi, skąd rostą pociechy osobne; Ani już spadków upatrują krewni, Dziedzica pewni.

Trzykroć szczęśliwy, któremu Ty zdarzysz Ten związek, Panie; ale zły towarzysz Odejmie wszytko, że troski w pół wieka Zgryzą człowieka.

Pieśń XI (Stateczny umysł pamiętaj zachować...)

Stateczny umysł pamiętaj zachować, Jesli cię pocznie nieszczęście frasować; Także i góry nie radzęć wylatać, Kiedy sie Szczęście z tobą imie bratać.

Śmierci podległy człowiecze cnotliwy, Choć wszytek twój wiek będzie frasowliwy, Chocia też czasem, siedząc z przyjacioły, Przy dobrym trunku strawisz dzień wesoły;

Tu przy ciekącym, przezornym strumieniu. Każ stół gotować w jaworowym cieniu; Każ wino nosić, póki beczka leje, Póki wiek służy, a śmierć nie przyspieje.

Postąpisz z włości drogo zapłaconych, Postąpisz z dworu i gmachów złoconych; A co zebrania twego kolwiek będzie, To wszytko przyszły namiastek osiędzie.

Bądź sie kto zacnym rodził i bogatym, Bądź niewolnikiem, u śmierci nic na tym; Czyjkolwiek naprzód los wynidzie, wsiadaj, Wieczny wygnańcze, ani więc odkładaj.

Pieśń XII (Nie masz, i po drugi raz nie masz wątpliwości...)

Nie masz, i po drugi raz nie masz wątpliwości, Żeby cnota miała być kiedy bez zazdrości: Jako cień nieodstępny ciała naszladuje, Tak za cnotą w też tropy zazdrość postępuje.

Nie może jej blasku znieść ani pojźrzeć w oczy, Boleje, że kto przed nią kiedy wysszej skoczy; A iż baczy po sobie, że sie wspinać prózno, Tego ludziom uwłóczy, w czym jest od nich rózno.

Ale człowiek, który swe Pospolitej Rzeczy Służby oddał, tej krzywdy nie ma mieć na pieczy; Dosyć na tym, kiedy praw, ani niesie wady; Niechaj drugi boleje, niech sie spuka jady.

Cnota (tak jest bogata) nie może wziąć szkody Ani sie też ogląda na ludzkie nagrody; Sama ona nagrodą i płacą jest sobie I krom nabytych przypraw świetna w swej ozdobie.

A jesli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą ojczyźnie. Wątpić nie potrzeba, Że co im zazdrość ujmie, Bóg nagradzać będzie, A cnota kiedykolwiek miejsce swe osiędzie.

Pieśń XIII (Panu dzięki oddawajmy...)

Panu dzięki oddawajmy, Jego łaskę wspominajmy, Który hardym miesza rzeczy, A skromne ma na swej pieczy.

On hardy, nieunoszony, On tyran północnej strony, Któremu, jako sam mniema, Świat tak wielki równia nie ma,

Car moskiewski plac mężnemu Puścił królowi polskiemu; Nie oparł sie aż o lody Niepławnej północnej wody.

Granic i zamków budownych Odbieżał, i miast warownych; Płatna to, kiedy o duszę, I sam go obmówić muszę.

Obróć swój koń prędkonogi, Nieścigniony care drogi. Chcesz być groźnym, a uciekasz; Jesliś płochy, hardzie nie każ.

Teraz był czas porokować, Komu szłyk naprzód zdejmować; Teraz sie było dowiadać, Kto ma naprzód z konia spadać.

Bóg pomóż, królu jedyny Szerokiej polskiej krainy; Umiesz ty hardym dogodzić Ani sie im dasz rozwodzić.

Zdjąłeś maszkarę butnemu Tyranowi moskiewskiemu; Okazałeś, że nie kąsa, Chocia to porożem wstrząsa.

W zamcech nadzieję pokładał, Ale i tych prędko stradał. Nie przyszło mu do odsieczy; Głowy ostrzec barziej k rzeczy.

Znowu tedy, skąd był wyszedł, W ręce polskie Połock przyszedł, Za powodem szczęśliwego Stefana, króla polskiego.

Nie pomogły kule częste, Zręby mocne, baszty gęste: Puściły żelazne brony. A ty, królu niezmożony,

Nie tylko zamki budowne I twierdze bierzesz warowne, Ale co chwalniejsza w tobie, Jesteś silen i sam sobie.

Nie puściłeś wódz gniewowi, Łaskęś nieprzyjacielowi Uczynił; masz i dzielnością, Masz już nadeń i ludzkością.

Zdrów bądź, królu niezwalczony. Ciebie moje wdzięczne strony Nie zmilczą miedzy sławnemi Bohatery walecznemi.

Pieśń XIV (Wy, którzy Pospolitą Rzeczą władacie...)

Wy, którzy Pospolitą Rzeczą władacie, A ludzką sprawiedliwość w ręku trzymacie; Wy, mówię, którym ludzi paść poruczono I zwierzchności nad stadem Bożym zwierzono,

Miejcie to przed oczyma zawżdy swojemi, Żeście miejsca zasiedli Boże na ziemi, Z którego macie nie tak swe własne rzeczy Jako wszytek ludzki mieć rodzaj na pieczy.

A wam więc nad mniejszemi zwierzchność jest dana, Ale i sami macie nad sobą Pana, Któremu kiedyżkolwiek z spraw swych uczynić Poczet macie; trudnoż tam krzywemu wynić.

Nie bierze ten Pan darów ani sie pyta, Jesli kto chłop czyli sie grofem poczyta; W siermiędze li go widzi, w złotych li głowach, Jesli namniej przewinił, być mu w okowach.

Więc ja podobno z mniejszym niebezpieczeństwem Grzeszę, bo sam sie tracę swym wszeteczeństwem; Przełożonych występki miasta zgubiły I szerokie do gruntu carstwa zniszczyły.

Pieśń XIX (Jest kto, co by wzgardziwszy te doczesne rzeczy...)

Jest kto, co by wzgardziwszy te doczesne rzeczy Chciał ze mną dobrą tylko sławę mieć na pieczy, A starać sie, ponieważ musi zniszczeć ciało, Aby imię przynamniej po nas tu zostało?

I szkoda zwać człowiekiem, kto bydlęce żyje, Tkając, lejąc w się wszytko, póki zstawa szyje; Nie chciał nas Bóg położyć równo z bestyjami: Dał nam rozum, dał mowę, a nikomu z nami.

Przeto chciejmy wziąć przed się myśli godne siebie, Myśli ważne na ziemi, myśli ważne w niebie; Służmy poczciwej sławie, a jako kto może, Niech ku pożytku dobra spólnego pomoże.

Komu dowcipu równo z wymową dostaje, Niech szczepi miedzy ludźmi dobre obyczaje; Niechaj czyni porządek, rozterkom zabiega, Praw ojczystych i pięknej swobody przestrzega.

A ty, coć Bóg dał siłę i serce po temu, Uderz sie z poganinem, jako słusze cnemu; Prostak to, który wojsko z wielkości szacuje: Zwycięstwo liczby nie chce, męstwa potrzebuje.

Śmiałemu wszędy równo, a o wolność miłą Godzi sie oprzeć by więc i ostatnią siłą; Nie przegra, kto frymarczy na sławę żywotem, Azaby go lepiej dał w cieniu darmo potem?

Pieśń XV (Nie zawżdy Apollo strzela)

Nie zawżdy Apollo strzela, Ale łuk z lutnią podziela; Nie zawżdy Mars hufy wodzi, Czasem też pod sieć ugodzi.

Nie zawżdy grad z góry leci Albo burza niebo szpeci; Chmury czarne wiatr wojuje, A pogoda następuje.

Takżeć słusze człowiekowi Odejmać sie frasunkowi, A jako niewdzięczne brzemię Uderzyć troski o ziemię.

Cokolwiek raz przeminęło, Niewrócony koniec wzięło, A przyszły czas Bóg ma w mocy, Pogrążony w twardej nocy.

Dosyć na rozum człowieczy Dzień dzisiejszy mieć na pieczy; Ostatek na Boga wkładaj, A dobrze żyć nie odkładaj.

Żyj dobrze, nie odkładając; Bo dalszych czasów czekając, Niepodobnym obyczajem, Nie począwszy żyć, przestajem.

Pieśń XVI (Nic po tych zbytnich potrawach, nic po tym...)

Nic po tych zbytnich potrawach, nic po tym Śrebrze na służbie i obiciu złotym; Nam k woli, kędy róża pozno kwitnie Nie szukaj zbytnie.

Dobra-ć i miętka, co ją najdzie wszędzie; A kiedy równe towarzystwo siędzie, Prędka dobra myśl, a tym jeszcze chutniej, Gdy nie bez lutniej.

Lutnia — wódz tańców i pieśni uczonych, Lutnia — ochłoda myśli utrapionych: Ta serce miękczy swym głosem przyjemnym Bogom podziemnym.

Pieśń XVII (Niegodzien tego ten świat zawikłany...)

Niegodzien tego ten świat zawikłany, Aby miał na nim rozumem nadany Człowiek polegać, a swe szczęśliwości Sadzić na jego płochej odmienności.

Co ma ten żywot, na co by bezpiecznie Człowiek mógł kazać? Niedługo kóniecznie Doniesie czaszę pachołek do gęby, A przedsię i w tym straci czasem zęby.

Morze nie stoi nigdy, zawżdy płynie: Teraz kędzierze nastrzępi, w godzinie Dnem wzgórę stanie, a ogromne wały Wysokich będą obłoków sięgały.

Cnota mój kompas, który nie w pół nocy, Ale w pół zbytków bije. Niech sie smocy I wszytko bydło Proteowe jeży, Łódź moja przedsię swym pędem pobieży.

Pieśń XVIII (Ucieszna lutni, w której słodkie strony)

Ucieszna lutni, w której słodkie strony Bijąc, Amfijon kamień rozproszony Zwabił na kupę, a z chętnej opoki Wstał mur szeroki.

Niemowna przedtym ani ulubiona, Dziś na wszytek świat wielce zalecona, Zaśpiewaj, co by trudnej Bogumiły Uszy lubiły.

Która jakoby źrzóbek niełapany Ani pasterzką ręką ugłaskany Ucieka w pole, a pędęm człowieka Mija z daleka.

Ty umiesz tygry, umiesz lasy wodzić I bieg pochopnym strumieniom zagrodzić; Tobie ustąpił stróż nieokrócony Piekielnej brony,

Cerber, chocia mu wściekły łeb nakrywa Sto srogich wężów, a para smrodliwa I sprosna piana ciecze miedzy zęby Z trojakiej gęby.

Biedny Iksyjon, Tytyjus zmiękczony, Rozśmiał sie nie chcąc; i dzban osuszony Stał chwilę, za czym cieszył twój rym drogi Dziewki niebogi.

Niech Bogumiła srogość jadowitą Złych panien słyszy i wody niesytą Banię bezdenną, i pomstę nieskorą, Którą źli biorą

Na drugim świecie. Bo co, prze żywego Boga, już mogły uczynić gorszego? Pomordowały, jędze niecnotliwe, Męże właściwe.

Jedna z nich, wierna łożu małżeńskiemu, Przeciwko ojcu krzywoprzysiężnemu Zacnie skłamała: panna czci bez końca Pod kręgiem słońca.

Która: «Wstań — rzekła — wstań, mężu, by wieczny Sen na cię nie padł, skądeś ty bezpieczny; Schroń sie przed ojcem i przed bezecnemi Siostrami złemi,

Które jak lwice z głodu nieznośnego Wpadwszy na stado, każda morzy swego; Ja, litościwsza, ani cię chcę tykać, Ani zamykać.

Mnie niechaj ojciec trzyma w pęcie srogim, Żem lutość miała nad mężem ubogim; Mnie niechaj zaśle w pogańskie narody Przez morskie wody.

Idź, gdzie cię nogi i wiatry powiodą, Za tą życzliwej ćmy nocnej pogodą; Idź zdrów, a skargę na mogiłę smętną Włóż więc pamiętną».

Pieśń XX (Jaką, rozumiesz, zazdrość zjednałeś sobie...)

Jaką, rozumiesz, zazdrość zjednałeś sobie, Zacny biskupie, w mojej małej osobie, Żeś mię z domu wyciągnął w te dalsze strony Od małych dziatek i od teskliwej żony?

Nie myśli-ć ona o tym, że ja przy tobie Głowy nie ufrasuję by namniej sobie; Że w twym pałacu mieszkam, że przy twym boku Siadam; koń mój, sługa mój na twym obroku.

Rychlej, niesposobnego będąc świadom Zdrowia mego, frasuje swe serce doma, Żebych jakiej choroby nagłej nie użył, Nie mając, kto by mi w tym jej sercem służył.

Ciężar także domowy, społeczny nama, Teraz w mej niebytności musi nieść sama, Strzegąc w domu porządku, warując szkody, Dziatek lichych pilnując, zakładów zgody.

Któż wie, jesli i tego przed sie nie bierze (Acz wątpić nie potrzeba o mojej wierze), Że na świecie rodzą sie takowe zioła, Których smak pamięć domu wygładza zgoła;

Że taka jest muzyka i takie strony, Których człowiek słuchając, już ani żony, Ani dziatek nawiedzi, ale w niewoli Pod pany sromotnymi wiecznie trwać woli.

To i czego jest więcej, zawżdy w miłości Serca trapi, chocia też zstawa ufności; A ty nie bądź przyczyną, biskupie drogi, Niczyjej, lubo słusznej, lub płonej trwogi.

Ale złącz, jakoś rozwiódł, bo acz oboje Twój urząd niesie, wszakże wyroki twoje Na ludzkiej chęci wiszą: i ja, i ona Nie pragniewa do śmierci być rozdzielona.

Pieśń XXI (Srogie łańcuchy na swym sercu czuję...)

Srogie łańcuchy na swym sercu czuję; Lecz to szczęściem szacuję, Żem jest tak pięknym sidłem ułowiony; Wesoło żywę, w trosce położony, A w tym swoim wzdychaniu Mam rozkosz przeciw ludzkiemu mniemaniu, Oczy dziwnej piękności, W których sie wszytki najdują wdzięczności. Dzień to błogosławiony, Kiedym ja waszym sidłem upleciony.

Pieśń XXII (Proszę, jesli sie z tobą co śpiewało...)

Proszę, jesli sie z tobą co śpiewało, Co by i ten rok, i dalej trwać miało, Powiedz słowieński rym, o wielostrona Lutni złocona,

Mytyleńskiego mieszkańca przed laty Zabawo, który, choć w boju zębaty, Przedsię śrzód mieczów lub też nawę w biegu Przybił do brzegu.

Muzy parnaskie i naleźcę wina, I Afrodytę, i z nią jejże syna I Lyka z czarnym włosem i czarnema Śpiewał oczema,

O czci Febowa i stołów złoconych Kraso niebieskich, o myśli strapionych Wdzięczna ochłodo, i mnie sprzyjaźliwąm Bądź, gdy cię wzywąm!

Pieśń XXIII (Nie zawżdy, piękna Zofija...)

Nie zawżdy, piękna Zofija, Róża kwitnie i lelija; Nie zawżdy człek będzie młody Ani tej, co dziś, urody.

Czas ucieka jak woda, A przy nim leci Pogoda Zebrawszy włosy na czoło: Stąd jej łapaj, bo w tył goło.

Zima bywszy zejdzie snadnie; Nam, gdy śniegiem włos przypadnie, Już wiosna, już lato minie, A ten z głowy mróz nie zginie.

Pieśń XXIV (Niezwykłym i nie leda piórem opatrzony...)

Niezwykłym i nie leda piórem opatrzony Polecę precz, poeta, ze dwojej złożony Natury: ani ja już przebywać na ziemi Więcej będę, a więtszy nad zazdrość, ludnemi

Miasty wzgardzę. On, w równym szcześciu urodzony, On ja, jako mię zowiesz, wielce ulubiony Mój Myszkowski, nie umrę ani mię czarnemi Styks niewesoła zamknie odnogami swemi.

Już mi skóra chropawa padnie na goleni, Już mi w ptaka białego wierzch sie głowy mieni; Po palcach wszędy nowe piórka sie puszczają, A z ramion sążeniste skrzydła wyrastają.

Terazże nad Ikara prędszy przeważnego Puste brzegi nawiedzę Bosfora hucznego I Syrty Cyrenejskie, Muzom poświęcony Ptak, i pola zabiegłe za zimne Tryjony.

O mnie Moskwa i będą wiedzieć Tatarowie, I róznego mieszkańcy świata Anglikowie, Mnie Niemiec i waleczny Hiszpan, mnie poznają, Którzy głęboki strumień Tybrowy pijają.

Niech przy próznym pogrzebie żadne narzekanie, Żaden lament nie będzie ani uskarżanie: Świec i dzwonów zaniechaj, i mar drogo słanych, I głosem żałobliwym żołtarzów śpiewanych.

Tekst pochodzi ze zbiorów Wolne Lektury i jest udostępniony na licencji CC-BY-SA 3.0. Opracowanie pochodzi z Fundacji Nowoczesna Polska.

Pobrano: 2026-04-30

Ćwicz z AI: wylosuj pytanie z tej lektury i odpowiedz na głos. Łatwa Ustna nagra Twoją wypowiedź, oceni strukturę i argumentację, wskaże, czego brakuje. Zacznij trening →